{Już od dwoch miesięcy jestem w tym mieście. Tym "wymarzonym" mieście. Gdzie czas spędzam z "przyjaciółmi" i studiuję na ''najlepszej" uczelni. Jestem tu. Moje życie zostało w tym drugim ''przeklętym" mieście. Gdzie wiara jest "priorytetem" i ludzie "się kochają".
Bzdura!
Jestem w mieście przyszłości... I stoję w miejscu. Codzień wygląda tak samo, ja wyglądam tak samo (nie, wyglądam inaczej), ono jest szare, a śnieg sprawia uczucie obcego. Zimno mi. Nawet czekolada marcepanowa smakuje tu inaczej.
Ludzie tu pędzą, przyjaciele nie mają twarzy. To tak jakby ktoś ukradł wszystkie uzucia. Są oni. Ci nowi. Chcą się przyjaźnic. Rzucają smoliste slogany na wiatr, który i tak jest przesiąknięty smogiem. Tyle ludzi i tylko jedna samotnośc. Przykro...
Tęsknię.
Tęsknię do tego przeklętego... Chociaż nie, ono jest dla mojego serca jak balsam. Tęsknie do tego jednego parku, do tej jednej fontanny, do tej jednej aleji, do tych zaledwie kilku pubów mających klimat, do tych alkoholików (bo jesteśmy zbyt prymitywni aby nazwac nas dekadentami w oczach spoleczeństwa) prowadzących długie rozmowy o życiu, o sztuce, o społeczeństwie, o tym że w tym mieście nic się nie dzieje, tęsknię do tego jednego przybytku rozpusty, do zamrożonej kultury, do jednej lini tramwajowej!
Kurwa!
... tak było.
Teraz chcę tam wracac, caly czas. Serce rwie jak oszalałe. Tylko za czym? Za tym, co było? Jest? Było.
Gorzkie słowa.
Bo to już nie są te same osoby. Tam już nie ma przyjaciół. Było kilku i... I zapomnieli. Zawiedziona? Nie, nie na wszystkich. Na tej jednej. -
"Przyjaciółce".
Dziękuję, że byłaś. Ale to przyjaźń nie była. Może tranzakcja, a może byłam Twoją przepustką w świat rozrywki. Dla Ciebie jestem w starym rozdziale. Wyciągam rękę, a Ty ślepo zapatrzona we własne ego i nowe fascynacje przedmiotami nic nie widzisz. Baw się dobrze, baw... Czas łaskawy nie jest dla nikogo...
Dla mnie teraz układa labirynt. Czuję się samotna. Dziś spadł pierwszy biały śnieg. Patrzę przez okno jak biała kołdra otula chodniki. Otula... ale tu nie jest miękko. Tu nie jest przytulnie. Czuję, że walczę. O byt? O siebie? O własne miejsce? O stabilizację.
Brak pewności siebie i wiary we własne siły towarzyszył mi od dziecka. Wspomnienia działające na moją psychikę? Może. Może się tego dowiem. Dlatego jestem tu. Uczę się was...nas...ich...ludzi. Poznaję od podstaw, od pierwszych myśli. Traumatycznie? Dla mnie ciekawie.
Ale nie wierzę... Nie wierzę, że coś potrafię. Wiem, że coś umiem. Umiem napewno, tylko boję się rozwinac skrzydla. Czuję się przytłoczona... Dobrze, że jest on. Pierwiastek "przeklętego" miasta. To chyba przyjaciel i ważne, że jest. Jest szalony, ale jest oparciem. Chcę w to wierzyc, bo to jedyna wyspa na morzu.
Może się to zmieni. Może w końcu spotkam Jego. Jego, który chodzi mi po głowie już od roku. Jego z zielonymi oczami. Jego, któremu przez myśl nie przejdzie, że coś czuje. Jego w Krakowie.
Mieście, które nienawidzę. Nienawidziłam. Teraz chcę tam. I nie. To nie przez niego. Dziś to zrozumiałam. Patrząc na szare miasto "świetlanej przeszłości". Źle wybrałam.
Za dużo we mnie empatii. Za dużo uczuc przeze mnie przeplywa. Ale szukam gruntu. Nawet jeśli pozstane anonimowa, nie chcę zatracic uczuc.
Szukam miasta, gdzie czas stanął w miejscu. Szukam Jego - ostoi dla serca.}
Created by Mauriel from szablony4u